Sprawozdanie z wycieczki IIIc
                                  Sprawozdanie z wycieczki



            Dnia 11 grudnia całą klasą IIIc mieliśmy zebrać się pod szkołą o godzinie 8.00. Nie wszyscy byli jednak punktualni, toteż piętnaście minut po ósmej pospieszyliśmy na przystanek autobusowy. Miejskim środkiem lokomocji wyruszyliśmy w kierunku Szpitala na Parkitce, by stamtąd dostać się do celu naszej wycieczki, czyli Muzeum Wyobraźni.
            Z autobusu wysiedliśmy wprost pod szpitalem. Do otwarcia galerii pozostało nam jeszcze pół godziny. Aby nie marznąć na dworze, pani zaprowadziła nas do szpitala, w celu zagrzania się i wypicia ciepłej kawy czy czekolady. Personel patrzył na nas dziwnie, gdy weszliśmy do środka i zaczęliśmy hałasować. Całą grupą oblegliśmy automat do kawy, nie dopuszczając do niego nawet pacjentów. Pozostała część klasy rozeszła się po parterze placówki, stanowiąc część kolejki do bufetu oraz okupując krzesła. Gdy pozostało nam pięść minut do otwarcia muzeum, zebraliśmy się wszyscy pod wyjściem. Chłopcy, gdy nikt nie zwracał na nich większej uwagi, wezwali taksówkę, nacisnąwszy przycisk przywołujący pojazd pod drzwi szpitala. Zaśmiewali się z tego żartu, a gdy taksówka naprawdę podjechała, śmiali się jeszcze głośniej.
            Kiedy pani policzyła już wszystkich uczniów, wyszliśmy na mroźne powietrze i ruszyliśmy w stronę Muzeum Wyobraźni, przechodząc obok przywołanej taksówki. Po kilku minutach byliśmy na miejscu, bo jak się okazało sam budynek nie znajdował się daleko od gmachu szpitala. Pani zadzwoniła pod drzwi, ale nikt o dziwo nam nie otworzył. Zadzwoniliśmy ponownie, ale i tym razem nic się nie wydarzyło. Postanowiliśmy poczekać, stwierdziwszy, że może pan Sętowski jeszcze nie dotarł. Pierwsze pięć minut upłynęło szybko. Rozmawialiśmy o różnych rzeczach, głownie dyskutowaliśmy na temat zbliżających się świąt. Po kolejnych próbach i dzwonieniach do drzwi, atmosfera stawała się coraz bardziej napięta. Pan Sętowski został przez nas wyzwany i oficjalnie uznany za człowieka nieodpowiedzialnego. Mimo tego wytrwale koczowaliśmy pod drzwiami czekając na jego przyjazd, czyli innymi słowy na cud. Mijało pierwsze dziesięć minut, a kierowcy przejeżdżających obok samochodów zaczęli lustrować nas zdziwionymi spojrzeniami. Owi kierowcy i ich spojrzenia byli dla nas niemała atrakcją, tak samo jak my dla nich. Nic jednak nas nie zrażało. Gdy mijała już dwudziesta minuta, a my stercząc pod drzwiami zaczynaliśmy już porządnie marznąć, częściej słychać było protesty. Każdy łapał się na tym, że intensywniej rozmyślał o domu i ciepłej czekoladzie. Pani stawała się coraz bardziej zniesmaczona zaistniałą sytuacją, ale starała się nas uspokajać i zachęcać do poczekania jeszcze tych piętnastu minut. To prawda, poczekaliśmy.
            Minęła już trzydziesta piąta minuta, odkąd artysta Sętowski miał nas przyjąć w Muzeum Wyobraźni. Drzwi były nadal zamknięte, a kierowcy samochodów przejeżdżających obok coraz bardziej zdziwieni. Niektórzy uczniowie zaczęli już na głos komentować rzetelność pana Sętowskiego, inni poczęli z całego tego zajścia żartować, a pozostali nie robili sobie z tego nic. Niepodważalny stał się jednak fakt, że wszyscy byli wykończeni i mięli ochotę na coś ciepłego do picia. Do protestów przyłączyła się nawet pani wychowawczyni, tym samym postanawiając wyruszyć w kierunku przystanku. Jak się jednak okazało do przyjazdu autobusu mięliśmy ponad godzinę. Z racji tego ponownie skierowaliśmy się do szpitala, by tam się rozgrzać.
            Automat do kawy znów miał sporo klientów i cieszył się niemałą popularnością. Pani z bufetu również witała wszystkich bardzo miło. Jednak atrakcje z poprzedniej wizyty w szpitalu stały się już powszednie. Mimo wszystko każdy z utęsknieniem myślał o domu, toteż usiłowaliśmy umilić sobie jakoś czas. Kiosk stał się bardziej lubianym miejscem, ale automat do kawy nadal był faworytem. W rutynowym piciu gorącej płynów staraliśmy się ze sobą integrować. Rozpoczęły się dyskusje klasowe, które później przerodziły się dyskusje w grupach, toteż integracja ponownie się nie udała. Czas upływał jednak dosyć szybko.
            Gdy pozostało dziesięć minut do zbiórki przed wejściem chłopcy wpadli na pomysł przejechania się windą na siódme piętro. Wraz z dziewczynami zajęłam miejsce w bezpiecznej odległości od drzwi windy, gdy męska część klasy z domieszkom dwóch dziewczyn ochotników weszła do dźwigu i machając nam miło na pożegnanie, ruszyła w podróż do góry. Oczekiwaliśmy w napięciu na ich spektakularny zjazd, patrząc wyczekująco na podświetlające się kolejno numerki, informujące o piętrze na jakim winda się znajduje. Obserwując wraz z dziewczynami, w bezpiecznym miejscu, rozsuwane drzwi w oczekiwaniu na chłopców, usłyszałyśmy jak ktoś zbiega po schodach. Byli to owi podróżnicy. Jak się okazało windą wjechali tylko na pierwsze piętro, a chcąc dopiąć swego zaczęli wspinać się po schodach. Dotarłszy na piętro czwarte uświadomili sobie, że za kilka minut jest zbiórka. Tak oto pamiętna ekspedycja zakończyła się niepowodzeniem i to co nieznane nie zostało odkryte.
            Pospiesznie i ze smutnymi minami pobiegliśmy w kierunku drzwi wyjściowych. Tam zastaliśmy pozostałą część klasy i panią, która skrupulatnie liczyła już nadbiegających uczniów. Klasą, już w pełnej okazałości, wyruszyliśmy na przystanek. Odczekaliśmy kilka minut na nadjeżdżający autobus. Tym właśnie środkiem lokomocji wróciliśmy na nasze osiedle, by spod przystanku z uśmiechem i wypiekami na twarzy ruszyć do domów.
            Mimo zniesmaczenia pani wychowawczyni klasa była niezmiernie zadowolona z wycieczki. Oczywiście pewna część pozostała nieusatysfakcjonowana. Aczkolwiek większa grupa osób była zachwycona zwiedzaniem szpitala i ciekawymi doświadczeniami jakie miały miejsce pod drzwiami Muzeum Wyobraźni. Dzięki tej wycieczce wiele dowiedzieliśmy się o artystach i ich niesumienności. Ponadto poznaliśmy smak kawy z automatu i dreszczyk emocji w trakcie jazdy windą na siódme piętro. Wycieczka była udana, mimo że miała mieć inny charakter. Uczniowie z zadowoleniem wspominają ten klasowy wypad do szpitala, stwierdzając jednoznacznie, że nigdy go nie zapomną.


Paula Kwapisz
klasa IIIc






Dodaj komentarz do tej strony:
Twoje imię:
Twoja wiadomość:

Aby być punktualnym ...
 
Reklama
 
Dedykacja
 
Klasa A (2005/2008r.)
dedukuje stronę:
Byłemu wychowawcy
Tomaszowi Ociepie :)


Natomiast my,
klasa B (2006/2009r.),
dedukujemy stronę
naszemu byłemu i
obecnemu nauczycielowi
języka polskiego:
pani Dorocie Ociepie
panu Tomaszowi Ociepie


Klasa C (2007/2010)
dedykuje stronę
Nauczycielowi j. polskiego
pani Dorocie Ociepie =)


Klasa B (2008/2011 )
dedykuje stronę
nauczycielowi języka polskiego
Pani Dorocie Ociepie ;)


Klasa A (2010/2013)
dedykuje stronę
nauczycielowi języka polskiego
Pani Dorocie Ociepie :)
Twórcy...
 
Twórcami strony są absolwenci
Gimnazjum im. Jana III Sobieskiego
(kl.A r.2005/2008) :
- Jan Stelmach "Kadet"
- Piotr Kamkow "Młody"
- Agnieszka Ilcewicz "Ola"



Teraz stroną zajmują się
uczniowie kl.B (r. 2006/2009):
- Kamil Nosol
- Piotr Zalfresso-Jundziłło
- Maciej Urbaniak



W roku szkolnym 2009/2010
stroną zajmują się
uczniowie kl.C ( 2007/2010 ) :
- Wojciech Podlejski
- Katarzyna Wawrzyńczak



W roku szkolnym 2010/2011
stroną zajmują się
uczniowie kl.B ( 2008/2011 ) :
- Kamil Czarnecki
- Kordian Sosnówka


W roku szkolnym 2011/2012
stroną zajmują się uczniowie klasy 2a
- Adrian Gawroński
- Bartosz Depta
 

=> Chcesz darmową stronę ? Kliknij tutaj! <=