Spełnione marzenia
Spełnione marzenia.
 
Dzisiejszy dzień nie zapowiadał się niezwykle. Słońce wpadało do mojego pokoju przez małe, obdrapane okienko, które było jedynym źródłem dającym naturalne światło. Siedziałam przy sztaludze malując kolejny obrazek. Robiłam to codziennie. To trochę dziwne, ale dzięki temu wyrażałam swoje emocje. Na kawałku płółtna przedstawiałam to, co mnie cieszyło lub smuciło. Z malowianiem wiązałam też swoje największe marzenia. Pragnęłam, aby moje obrazy zostały przez kogoś dostrzerzone. Brałam już udział w kilku konkursach organizowanych przez szkołę. Zawsze moje prace były nagradzane pierwszym, drugim lub trzecim miejscem. Najgorsze jest to, że czasem nie mam pieniędzy, aby kupić sobie zestaw farb, pędzli lub płótno i czasami muszę podejmować się drobnych prac, takich jak roznoszenie ulotek. Mieszkam w domu dziecka. 
Moi rodzice i młodsza siostra zginęli wypadku samochodowym, gdy miałam jedenaście lat. Dokładnie pamiętam tamto zdarzenie. Jechaliśmy wtedy do Babci na święta Bożego Narodzenia. Moja siostra spała ściskając pod pachą swojego ukochanego misia, mama czytała jakąś książkę, a tata kierował samochodem. W pewnym momencie zauważyłam, że nie ma mojego Ipod'a. Poprosiłam, żeby tata zawrócił. On powiedział tylko, że to przynosi nieszczęście. Jednak ja zawsze byłam uparta, więc ponownie zażądałam powrotu. Nie dałam sobie odpowiedzieć ''nie''. Zatrzymaliśmy się na jakimś parkingu, żeby tata mógł zawrócić auto. Wyjeżdżając z parkingu spojrzałam w lusterko i napotkałam tam wzrok rodziców. Uśmiechnęłam się do nich. Poczułam mocne uderzenie i straciłam przytomność. Później obudziłam się w szpitalu. Na początku widziałam wszędzie biel, która wręcz kłuła mnie w oczy. Później pojawili się lekarze z jakąś osobą. Rozpoznałam w niej moją babcię. Była smutna. Widziałam to w jej szarych oczach. Uśmiechnęła się do mnie lekko i złapała mnie za rękę. Po jakimś czasie podszedł do mnie doktor w średnim wieku. Powiedział tylko jedno krókie zdanie: ''To cud, że żyjesz''. Wtedy zaczęły do mnie wracać wszystkie wspomnienia. Poczułam niepokój, może nawet strach. Szybko zapytałam się o moją rodzinę. Nagle wszyscy zamilkli. Ich miny wyrażały wszystko. Przypomniałam sobie to, co tata powiedział mi, gdy błagałam go o Ipod'a i spojrzenia rodziców w lusterku. Po moim policzku spłynęła ogromna łza. 
Rok później znowu spotkało mnie coś strasznego. Zmarła moja babcia, która się mną zajmowała i warto dodać, że była moją jedyną krewną, która chciała mnie u siebie w domu. Oznaczało to, że zostanę przeniesiona do domu dziecka. Na początku było mi bardzo trudno. Jednak, gdy poznałam historię innych zamieszkujących razem ze mną moje samopoczucie się poprawiło. Dzięki tej sytuacji odkryłam, jaką wcześniej byłam ignorantką. Miałam wszystko to, czego człowiek potrzebuje do szczęścia. Kochającą rodzinę i normalne życie. Ciągle obwiniałam się, o wypadek. To była moja wina. Zrobiłabym wszystko, żeby móc zawrócić czas. 
Zawsze kiedy wspominam tamte zdarzenia czuję straszną pustkę w środku. Tylko malowanie pomaga mi się jej wyzbyć. Z moich myśli wyrwał mnie trzask zamykanych drzwi. Odwróciłam się, żeby sprawdzić, kto zakłóca mój spokój. W pokoju pojawiła się moja współlokatorka, która potrafi mówić cały czas Nie mam pojęcia, jak ona potrafi to robić tak szybko i zadziwiająco wyraźnie. Nic i nikt nie rozpraszał mnie tak, jak ona. Postanowiłam odejść w jakieś bardziej ciche miejsce. Mój pokój był ma parterze, więc wzięłam płótno, farby oraz sztalugę i wyskoczyłam przez okno bez słowa wyjaśnienia. Udałam się do parku. Usiadłam na ławeczce i przygotowałam swoje stanowisko pracy. Zaczęłam malować piękną fontannę. Nagle ktoś położył mi dłoń na ramieniu. Przestraszyłam się. Wolno odwróciłam się i zobaczyłam mężczyznę trzymającego swoją towarzyszkę za rękę. Odezwała się do mnie.
-Bonjour. My przyjechaliśmy z Francji. Mnie bardzo podoba się twoje dzieło- powiedziała.
-Dzień dobry. Dziękuję. Bardzo mnie cieszy to, że ktoś mnie docenił- odparłam zdziwiona. 
-Ja i moj mąż mamy galerię sztuki tam, gdzie mieszkamy. Chcemy tam mieć twoje obrazy. Namalowałabyś coś jeszcze?- poprosiła mnie. 
-Oczywiście, że namaluję. A jak się ta galeria nazywa?- zapytałam szczęśliwa.
Francuz wymienił nazwę, która wywołała na mojej twarzy ogromny uśmiech. Miałam szansę na sukces. Naprawdę duży sukces. Moje marzenie zaczęło się spełniać. Jeszcze długo rozmawiałam z obcokrajowcami. Później zaprowadziłam ich do szefowej sierocińca, aby zapytać ją o zgodę. Ona stwierdziła, że musi sprawdzić autentyczność tej propozycji. I jeśli wszystko będzie się zgadzało, to za tydzień lecę do Paryża razem z opiekunką. 
Nie mogłam się doczekać decyzji o mojej podróży. Czas, jak na złość płynął wolniej. Szóstego dnia wieczorem byłam rozczarowana. Postanowiłam iść spać. Jednak sen nie nadchodził. Zaczęłam liczyć owce. Kiedy dotarłam do sto pięćdziesiątej szóstej drzwi do pokoju otworzyły się. Weszła przez nie jedna z opiekunek domu dziecka. Szepnęła do mnie, żebym się pakowała, bo za trzy godziny lecę do Francji. Byłam przeszczęśliwa. Szybko zerwałam się z łóżka i powrzucałam do mojej torby podróżnej ubrania. Następnie umyłam się, ubrałam i uczesałam. Wszystkie te czynności zajęły mi zaledwie dwadzieścia pięć minut. Pół godziny później przyjechali po nas właściciele galerii, w której miały być umieszczone moje obrazy. Podczas podróży na lotnisko dowiedziałam się, że nazywają się Pierre i Marie. 
Siedząc w samolocie byłam bardzo podekscytowana, ponieważ był to mój pierwszy lot. Kiedy ogłoszono start i samolot zaczął się wznosić ostrożnie wyjrzałam za okno. Budynki, lasy, góry i inne elementy przyrody z każdą sekundą malały. Później zauważyłam pierwsze pojedyńcze chmurki, lecz gdy wznieśliśmy się jeszcze wyżej moje oczy ujrzały coś pięknego...to wyglądało, jak śnieżna kraina. Niezwykłe jest to, że zwykłe chmury, na które codziennie spoglądamy tworzą takie arcydzieło. Wyjęłam aparart i uwieczniłam ten krajobraz na zdjęciu. 
-Namaluję te chmury- zwróciłam się do Marie.
-Na pewno będą przepiękne- odpowiedziała. Dopiero teraz zauważyłam, że jest podobna do mojej nieżyjącej mamy. ''To głupota. Nie mogę szukać cech mojej matki w innych ludziach. Obcych ludziach''. Skarciłam się w myślach. Jednak coś mnie skłoniło do tego żeby ją zapytać, czy zna kogoś o tym imieniu.
-Marie...znasz może osobę która nazywała się Anna Jankowska?
-Nie- odpowiedziała mi. -Pójdę do toalety. 
W jej głosie zdążyłam wychwycić niepewność. Czyżbym miała rację? 
Nagle pilot oznajmił, że będziemy lądować. Zaczęliśmy się stopniowo zniżać. W pewnym momencie zobaczyłam Paryż. Miniaturowa wieża Eiffla prezentowała się naprawdę uroczo. Samolot lekko się zatrząsł, co oznaczało, że wylądował. Po odebraniu swoich bagaży odebraliśmy samochód Pierra i odjechaliśmy nim do ich mieszkania. Znajdowało się na szczycie wieżowca. Z balkonu było widać całą wieżę Eiffla. 
Szybko rozpakowałam się i wyszłam na balkon, gdzie siedział Pierre. 
-Co mam namalować?- zapytałam.
-Chciałbym zrobić wystawę o zabytkach Paryża przy zachodzie słońca i myślę, że ty mogłabyś mi bardzo pomóc- odpowiedział.
-Świetnie. Od kiedy zaczynamy?
-Od dzisiejszego wieczoru.
-A jaki to będzie zabytek?
-Wieża Eiffla. Zapowiada się wspaniały miesiąc dla galerii. Rzadko nam się zdarza taki talent. Dziwię się tylko dlaczego nie dostrzeżono cię w Polsce.
-Nie chciałam się z tym ujawnić. Szczerze mówiąc to nawet nie sądziłam, że jestem aż tak dobra. Jednak słowa kogoś innego poprawiają nam samoocenę bardziej niż nasze własne myśli. 
-To fakt. Mądra z ciebie dziewczyna. Lubię cię. Marie też. Nie chcę zapeszać, ale oboje myślimy nad adopcją. A co ty o tym sądzisz?
-To byłoby spełnienie mojego drugiego marzenia.
-A jakie jest to pierwsze?
-Nie wolno zdradzać marzeń, bo mogą się nie spełnić. Może powinnam już zacząć malować? Niedługo będzie zachód słońca.
-Też tak myślę. Przynieś tu przybory.
-Tu?- zdziwiłam się.
-Tak. Nie sądzę, żebyś znalazła lepsze miejsce. Tu jest idealnie. 
-Masz rację- powiedziałam. -Myślałam o tym, żebyś może nauczył mnie trochę o malarstwie. W końcu masz galerię sztuki i chyba coś o tym wiesz.
-No dobrze. Jednak teraz wolę, żebyś zaczęła.
-Dobrze. A i jeszcze muszę znać francuski.
Gdy to powiedziałam obydwoje roześmialiśmy się. 
Rozłożyłam sztalugi i zaczęłam tworzyć. Po kilku godzinach obraz był gotowy. 
Cały miesiąc minął bardzo szybko. W ciągu trzydziestu dni namalowałam wiele obrazów. Dzisiaj miałam pokazać je w galerii Pierra i Marie. Na tę okazję ubrałam się w fioletową sukienkę i rozpuściłam swoje miodowe włosy. Bardzo stresowałam się przed tym zdarzeniem. Będą mnie oglądały setki, a może nawet tysiące ludzi. Wyszłam na powietrze, aby ochłonąć. Zauważyłam Marie opierającą się o barierkę. Podeszłam do niej. 
-Stresujesz się?- zapytała mnie.
-Strasznie- odpowiedziałam.
-Jesteś taka podobna do swojej mamy.
-Co?! Przecież nie znałaś jej.
-Właśnie znałam. Jestem jej siostrą. Nigdy nie wspominała ci o mnie?
-Mówiła tylko, że jej siostra zmarła w Paryżu. 
-Dokładnie. Ja wcale nie umarłam. Wpadłam do Sekwany i zostałam uznana za zaginioną, gdy nie znaleziono mojego ciała w wodzie. Pierre zrobił to pierwszy. Próbowałam szukać twoich rodziców, ale nie znalazłam ich. Zaraz po tym zdarzeniu urodziłaś się ty i przenieśliście się do większego mieszkania, więc gdy przyleciałam do Polski nie mogłam ich znaleźć. Dopiero po tylu latach zadzwonili do mnie. Później ten wypadek znowu wszystko zepsuł. Dowiedziałam się jedynie o tobie. Teraz chcemy cię zaadoptować. 
-To jest wspaniałe. Będę miała normalną rodzinę. Wszystko wróci do normy.- Powiedziałam i przytuliłam się do ciotki.
-Ty coś podejrzewałaś, prawda? W samolocie zapytałaś mnie o twoją mamę.
-Tak, ale nie sądziłam, że jesteś jej siostrą.
-Już późno. Chodźmy. To twój wielki dzień.
Stres znowu powrócił. Bałam się, jak ludzie przyjmą moją twórczość. 
Nie mogłam w to uwierzyć. Przed galerią zebrał się ogromny tłum ludzi chcących obejrzeć moje obrazy. Wśród nich nie zabrakło również reporterów, dziennikarzy i fotografów. Kiedy wysiadłam z białej limuzyny większość z nich zwróciła się w naszym kierunku. Pytania kierowano głównie do mnie. Czułam się dziwnie otoczona mikrofonami i aparatami. Dopiero teraz dotarło do mnie, że to mój wieczór. Po udzieleniu kilku krótkich wywiadów i zrobieniu zdjęć ruszyliśmy w kierunku sali przeznaczonej na moje dzieła. Marie i Pierre wyszli powitać Francuzów. Potem zapowiedzieli mnie. Niepewnym krokiem weszłam na podest. Zaczęłam mówić, jak ważne jest dla mnie malarstwo i co przedstawia ta wystawa. Później podziękowałam Pierrowi i Marie za pomoc. Podeszłam do pierwszego obrazu i zdjęłam z niego czerwony materiał. Wszyscy zaczęli klaskać. Poczułam się o wiele pewniej i odkryłam resztę mojej wystawy. Po prezentacji przyszedł czas na bankiet. Co chwila ktoś do mnie podchodził i gratulował mi lub zadawał różne pytania. Do domu wróciłam około północy.
Następnego dnia wsiadłam w samolotu i odleciałam do Polski. Jednak tym razem pobyt w domu dziecka nie był już taki smutny. Wiedziałam, że za parę miesięcy będę miała już rodziców. Pierre i Marie odwiedzali mnie codziennie i uczyli francuskiego. 
Na adopcję czekaliśmy cztery miesiące. Dzisiaj Pierre i Marie odebrali mnie. Zabraliśmy moje rzeczy i pojechaliśmy na lotnisko. Bardzo się cieszyłam, że znów mam okazję lecieć samolotem.
Gdy byliśmy przed domem moi nowi rodzice zawiązali mi oczy. Szłam kierowana przez Pierra. Kiedy stanęliśmy w miejscu zdjął mi opaskę. Stałam w pokoju, którego nie widziałam będąc tu wcześniej. Miał ściany pomalowane na zielono. Był bardzo stylowo ubrany i udekorowany. Mój wzrok jednak skupił mały balkonik, na którym stała sztaluga. To było idealne miejsce do pracy.
-Jak ci się podoba?- zapytała Marie.
-Jest idealnie- odpowiedziałam.
-To nie koniec niespodzianek na dzisiaj- rzekł Pierre i zagwizdał.
Nagle coś dużego i beżowego wpadło do mojego pokoju. Kiedy się zatrzymało zauważyłam tylko, że to pies rasy labrador. Ten rzucił się na mnie i zaczął mnie lizać po twarzy i rękach. Pierre, Marie i ja wybuchnęliśmy śmiechem. 
-Nazwij ją jak chcesz- rzuciła Marie. 
Po raz pierwszy od wypadku poczułam się naprawdę szczęśliwa. 
 
M. Wojtania kl.1c
 





Dodaj komentarz do tej strony:
Twoje imię:
Twoja wiadomość:

Aby być punktualnym ...
 
Reklama
 
Dedykacja
 
Klasa A (2005/2008r.)
dedukuje stronę:
Byłemu wychowawcy
Tomaszowi Ociepie :)


Natomiast my,
klasa B (2006/2009r.),
dedukujemy stronę
naszemu byłemu i
obecnemu nauczycielowi
języka polskiego:
pani Dorocie Ociepie
panu Tomaszowi Ociepie


Klasa C (2007/2010)
dedykuje stronę
Nauczycielowi j. polskiego
pani Dorocie Ociepie =)


Klasa B (2008/2011 )
dedykuje stronę
nauczycielowi języka polskiego
Pani Dorocie Ociepie ;)


Klasa A (2010/2013)
dedykuje stronę
nauczycielowi języka polskiego
Pani Dorocie Ociepie :)
Twórcy...
 
Twórcami strony są absolwenci
Gimnazjum im. Jana III Sobieskiego
(kl.A r.2005/2008) :
- Jan Stelmach "Kadet"
- Piotr Kamkow "Młody"
- Agnieszka Ilcewicz "Ola"



Teraz stroną zajmują się
uczniowie kl.B (r. 2006/2009):
- Kamil Nosol
- Piotr Zalfresso-Jundziłło
- Maciej Urbaniak



W roku szkolnym 2009/2010
stroną zajmują się
uczniowie kl.C ( 2007/2010 ) :
- Wojciech Podlejski
- Katarzyna Wawrzyńczak



W roku szkolnym 2010/2011
stroną zajmują się
uczniowie kl.B ( 2008/2011 ) :
- Kamil Czarnecki
- Kordian Sosnówka


W roku szkolnym 2011/2012
stroną zajmują się uczniowie klasy 2a
- Adrian Gawroński
- Bartosz Depta
 

=> Chcesz darmową stronę ? Kliknij tutaj! <=